Czy chorując można się rozwijać?

18 stycznia, 2024
*
olahola
Witam w nowym roku! Mam nadzieję, że komuś z osób czytających trafiła się nowa nerka, no mi niestety jeszcze nie, ALE (tfu tfu) stan zdrowia względnie stabilny. To znaczy, pierwszy raz od kiedy zaczęłam się dializować nie mam żadnych dodatkowych atrakcji. Hemoglobina względnie stabilna, rana przy cewniku wreszcie się zagoiła, AZS w normie i tak dalej i tak dalej… Nie ukrywam, że mam cichą nadzieję że jest to stabilizacja przed przeszczepem, KTO WIE.

Oprócz tego jakiś czas temu w jednym z wpisów zapytałam się o Waszą opinię, w kwestii podejmowania nowych wyzwań będąc w mojej sytuacji. Dzisiaj po czasie trochę sobie, a trochę Wam chciałabym później na to pytanie odpowiedzieć.

Poza tym blog trochę zwolnił, ale spokojnie wszystko pod kontrolą. Po prostu w nowym roku (bo czym byłby nowy rok bez postanowień noworocznych?!), postanowiłam zacząć działać trochę więcej na Instagramie. Treści tam są łatwiej dostępne, a też prościej przesunąć palcem i przeczytać kilka kafelków niż całe wpisy (chociaż moje uszczypliwe komentarze dużo łatwiej przemycić na blogu;) ). Nie zmienia to faktu, że jak zdarzy się coś warte szerszego komentarza to blog jest super miejscem do tego. Dla mnie najważniejsze jest, że udowodniłam sobie, że potrafię być regularna, a przy okazji nauczyłam się sama wrzucić post na stronkę. Wiadomo, że satysfakcja z samego rozpoczęcia takiej inicjatywy jest miłym, budującym uczuciem, ale jak to w życiu bywa mam ochotę na więcej i zobaczymy gdzie to mnie zaprowadzi.:)

Na koniec wątek, który może być tożsamy dla osób, w sytuacji podobnej do mojej. Po tym jak w czerwcu skończył się mój “operacyjny” okres w życiu i głowa mogła wrócić na normalne tory, zaczęłam rozglądać się dookoła. I w tej normalnej, poza chorobowej rzeczywistości, dostrzegłam że pomimo stosunkowo ciężkich ostatnich miesięcy, wcale nie ruszyłam do przodu. Czułam się zmęczona czy to psychicznie czy fizycznie, co najmniej jakbym przeszła trzy stanowiska do przodu, a tu dupa. Ludzie dookoła zmieniają pracę, dostają awanse, nowe mieszkania, samochody i inne takie a ja co? Napociłam się, żeby teoretycznie cały czas stać w miejscu. I tak kilka miesięcy trzymałam to z tyłu głowy. Z końcem roku przy lekkiej pomocy, udało mi się wyciągnąć nieco inne wnioski. Nie oszukam rzeczywistości i nie będę zakłamywać, że nic mnie nie omija przez to wszystko co się u mnie dzieje, ALE mogę też zmienić sposób patrzenia. Zamiast demotytować się i złościć, że inni mogą – a ja nie, spróbowałam zobaczyć w tym coś więcej. Tak właśnie między innymi dostrzegłam, że w sumie w tym “nic nie zrobiłam czasie” otworzyłam bloga, (one more time) OBRONIŁAM MAGISTERKĘ, a przy tym dałam radę to łączyć z pracą i dializami. Więc tak do końca się nie opierniczam, coś tam działam i staram się nie zwalniać, żeby po przeszczepie nie zaczynać od zera.

Kropką nad “i” ostatniego akapitu, chyba będzie fakt, że nowy rok zaczynam od awansu w pracy, oraz rozpoczęciem nowego półrocznego szkolenia. Jako, że jest to element wyzwania w tym niestabilnym dla mnie czasie, to podpowiem jak sobie z tym poradziłam. Skontaktowałam się z osobami odpowiedzialnymi za organizację szkolenia, opisałam moją sytuację i finalnie dostałam potwierdzenie, że w razie przeszczepu mam możliwość kontynuowania nauki, bez ponoszenia dodatkowych kosztów:). Tak więc cierpliwie kumuluję doświadczenia i wiedzę, po drodze zbiorę jeszcze jedną działającą nerkę i będzie bajka. Również Was zachęcam do spojrzenia na własną rzeczywistość, z innej (może bardziej wyrozumiałej) perspektywy. Dajcie znać co tam znaleźliście:)

Trzymajcie się,
Olahola xo
Podziel się swoimi przemyśleniami…

3 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Gość
Katarzyna
4 miesięcy temu

Bądź z siebie dumna! Zrobiłaś więcej niż niejeden w pełni sił człowiek!

Gość
MICHAŁ
4 miesięcy temu

Trzymaj się tam olcia